Blue Sounds – „Niebieska Rodzina”

Blue Sounds

Już w niedzielę 3 listopada o godz. 17.00 w sali WSHE, koncert zagra włocławski zespół Blue Sounds, który będzie promować swoją nową płytę zatytułowaną „Karuna”.
O relacjach w zespole, wygłupach na trasie i ulubionych miejscach opowiada Joanna Karkoszka – wokalistka grupy.

Blue Sounds to zespół znajomych z pracy czy grupa przyjaciół?

Nasz zespół to zdecydowanie grupa przyjaciół, co bardzo sobie cenimy. Nasze bycie ze sobą nie sprowadza się tylko do tworzenia i wykonywania muzyki. Lubimy spędzać czas również poza obrębem zespołu. W swoim towarzystwie w pełni możemy sobie pozwolić na komfort bycia sobą, właściwie nie mamy przed sobą już żadnych tajemnic, ufamy sobie i zawsze możemy na siebie liczyć. Często pomagaliśmy sobie w różnych trudnych sytuacjach, które przynosiło życie.

Co robicie podczas długiej drogi na koncert i wracając z koncertu?

No cóż, w drodze na koncert przeważnie wygłupiamy się. Prym wiodą: basista Jarek, gitarzysta Wojtek i klawiszowiec Jacek. Czasami mówię, że mogliby stworzyć świetny kabaret. Ja zazwyczaj prowadzę auto, więc skupiam się na drodze, ale co się naśmieję, to moje (przeponę mam już tak rozgrzaną, że w momencie, gdy docieram na koncert, jestem gotowa do wyjścia na scenę). Tomek głowę ma zajętą ciężką pracą menadżera. Oprócz nas zajmuje się jeszcze kilka innymi zespołami i często jest zajęty rozmową telefoniczną, ale również nie odmówi sobie wspólnych wygłupów. Właściwie to ciągle się śmiejemy. Wygłupy towarzyszą nam ciągle… W momencie wyjścia na scenie robi się na chwilę poważniej, ale i tam chłopcy nie odmawiają sobie wygłupów.

Jakie były najbardziej zaskakujące reakcje na Waszą muzykę, po płycie „Karuna”, po koncertach?

Na koncertach reakcje są przeróżne. Spotyka się zasłuchane twarze, ale nieraz miały miejsce też tańce. Wszystko zależy od ludzi i od miejsca. Najmilej jest, gdy spotyka się publiczność „nieprzypadkową”. Wtedy można dostrzec wzruszone twarze, ze łzami w oczach. To wzruszenie udziela się również nam i robi na nas przeogromne wrażenie. To największy moment zbliżenia zespołu ze słuchaczem. Czujemy jak tworzy się między nami jakaś więź.

Czy macie ulubione miejsce, klub, dom kultury gdzie gracie?

Tych miejsc jest tak dużo. Tworzą je oczywiście wspaniali ludzie. Wymieńmy niektóre z nich: Amfiteatr Leśny i klub „Winda” w Gdańsku na czele z Kasią Burakowską, amfiteatr i zamek w Kętrzynie z Teresą Leoniec, Ostróda wraz z Arturem Munie i swoim wspaniałym rzeźbiarzem Marianem Mackiewiczem, kochany Babimost i Aneta Sybis-Jeż wraz ze swoją załogą, Sulęcin i grupa przyjaciół na czele z Jackiem Filipkiem. Miło też wspominamy te jednorazowe występy, które na zawsze pozostaną w naszej pamięci. Z pewnością należy do nich koncert w schronisku na Śnieżce, koncert na Zamku w Nidzicy czy występy na ulicznym festiwalu we Włoszech. Przepiękne klimaty. Mamy nadzieję, że jeszcze kiedyś tam wrócimy.

Koncerty przed przyjaciółmi, rodziną – jak ten 3 listopada – są łatwiejsze czy trudniejsze?

Z pewnością występy przed przyjaciółmi, rodziną czy znajomymi są dla nas o wiele trudniejsze. Może dlatego, że towarzyszą im większe emocje i trema. Chyba wtedy jakoś szczególnie zależy nam, by dobrze wypaść. Trudno to wyjaśnić. Ale zawsze bardzo cieszymy się, gdy możemy zagrać w swoim rodzinnym mieście, tym bardziej, że gramy tu dość rzadko, właściwie od święta.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.



- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -