Kto o nich pamięta i gdzie oni są?

Mieszkańcy Włocławka107

Kultura jest tym, przez co człowiek, jako człowiek, staje się bardziej człowiekiem: bardziej „jest”.  Tych słów użył Papież Jan Paweł II w przemówieniu latem 1980 roku.

Terminem tym możemy określać wzory myślenia, zachowania, wytwory materialne, duchowe, symboliczne, dbałość o rozwój fizyczny człowieka i bardzo cenione umiejętności praktyczne. Definicji słowa „kultura” jest wiele, często sprzecznych, ale zajmijmy się dorobkiem naszej cywilizacji artystycznie nazwanej „sztuką”.

Włocławek, jako stolica Kujaw, ma bardzo obfitą ofertę kulturalną, każdy znajdzie coś dla siebie. Nie każda część kultury jest jednak doceniana w naszym mieście.

Miasto nazwane „kopalnią talentów”, talentów z Włocławka, o których – poza Marylą Rodowicz – prawie się już nie mówi. Przez ostatnie lata młodzi utalentowani ludzie zdobywali prestiżowe tytuły medialne, festiwalowe, turniejowe. Latami szlifowali swoje umiejętności wokalne, taneczne, aktorskie, po to, aby mogli wykorzystywać je i promować siebie w innych miastach, gdzie dostają wsparcie i godne wynagrodzenie za prezentowanie swoich umiejętności.

Cezary Klimczak, zwycięzca programu „Droga do gwiazd”, dziś bez wsparcia i promocji, Andrzej Kubicki, mało kto wie o tancerzu, który występował jeszcze w pierwszym składzie musicalu „Metro” Teatru Studio Buffo i jako jedyny przetańczył na deskach teatru ponad 20 lat. Paweł Orłowski, Mariusz Bromirski, najmłodsi mistrzowie świata w tańcu break dance, dziś w mieście niemal zapomniani, zarabiają na życie tańcem m.in. w Warszawie. Anna Hnatowicz, uczestniczka programu X-Factor – Zespół Arytmia – jest w Bydgoszczy. Michał Kaczorex Kaczorowski, o którym przypomniano sobie po wygranej w programie Got To Dance, znany i ceniony w całej europie. A gdzie Don Vasyl? Gdzie zespół Piccolo ROMA? Gdzie Cygańskie gwiazdy, które wywodzą się z Włocławka?

Najbardziej przygnębia fakt, że przez lata artyści wkładają serce, występują za darmo na miejskich imprezach, a kiedy zwracają się o pomoc, odmawia się im. Do miasta zaprasza się gwiazdy, podpisuje wielotysięczne kontrakty, szczycąc się ich wielkością, a nasz miejscowy „skarb” traktuje się jak „zapchajdziurę”, aby mieć jakikolwiek program artystyczny.

Nieumiejętność wykorzystywania dóbr, jakie posiadają ziemie włocławskie nie jest już niczym nowym. Ale brak wsparcia ze strony miasta i promocji ludzi, którzy swoją osobą i talentem mogliby promować Włocławek to już hańba! Sport, kultura, inicjatywy oddolne są chwilami traktowane, jak zło konieczne tego miasta. Chociażby od 6 lat wspominana impreza Break Session, która – pomijając włocławską koszykówkę – promowała nasze miasto na całym świecie!

Zniszczono nam amfiteatr, postawiono scenę dla ptaków za ponad 2 mln złotych, na której zapraszane gwiazdy nie chcą występować z prostej przyczyny „brak zaplecza sanitarnego”.

Jakakolwiek gwiazda polskiej sceny gra koncert za kilkadziesiąt tysięcy złotych, nagle trema i adrenalina zawołają „do toalety”. Wyobraźmy sobie gwiazdę biegnącą przez chwiejącą się kładkę przycumowanej sceny do pobliskiego Toi Toi’a!

Odnowiono nam piękny zabytkowy budynek. 30-letnia tradycja Włocławskiego Centrum Kultury znana w całym kraju zamieniła się w „Browar B”. Na siłę zaprojektowane wnętrza, bez konsultacji osób, które miałyby na co dzień tam przebywać. Budynek przepiękny, ale uszczęśliwienie włocławskiej kultury „na siłę” można porównać z przeniesieniem placówki ZUS na sam koniec ulicy Płockiej, gdzie schorowani starsi ludzie muszą jeździć autobusami z trzema przesiadkami. Tam przynajmniej dojadą. Niestety do Włocławskiej Kultury trzeba się udać pieszo, autobusy nie dojeżdżają, a i auta nie ma gdzie postawić, bo projektant zapomniał o parkingach.

Włocławianie są jednak spragnieni wydarzeń kulturalnych, świadczy o tym fakt rozchodzących się w szybkim tempie biletów. Niestety brakuje jeszcze wydarzeń dla młodych, którzy mogliby spędzić czas w swoim klimacie, z kulturą.

Mamy dwie piękne przystanie, bo wszyscy włocławianie mają przecież jachty. Cudowne światełka na moście, kręcące licznikiem nabijający prąd, za który my wszyscy płacimy. Cudowny betonowy rynek tętniący życiem każdego dnia. Kilkudziesięciu milionowa przyjemność wciśnięta nam na siłę, bo ktoś sobie tak wymyślił…

Na włocławskiej scenie kulturalnej najbardziej zapomniane jest największe osiedle Włocławka – Południe. Zamieszkuje tam ponad 30 tys. mieszkańców, którzy po kulturę muszą sięgać na drugim końcu miasta. Jako jedyne osiedle nie ma żadnej placówki, z której mogliby korzystać jego mieszkańcy.

Włocławek od kilku lat ma dziwny nawyk „pozbywania się” wszystkiego, co było dla niego najcenniejsze. Jaki jest tego cel? Wspomniany już wcześniej amfiteatr, każde wydarzenie kulturalne ściągało do parku całe miasto! Dziś w parku nie ma życia. Piękny stary rynek, który był inspiracją dla wielu artystów – dziś mieszkańcy omijają. Najsmutniejsze jest to, ż Włocławek przede wszystkim pozbywa się ludzi, młodych ludzi, którzy tworzą Włocławską Kulturę – bo nie potrafi ich zatrzymać.

W rezultacie ta kultura sprzed lat, dziś jest już mało kulturalna.

 

Michał Ropejko (tancerz, właściciel Akademii Tańca)

kandydat do Rady Miasta KWW Mieszkańcy Włocławka

ilość komentarzy: 1

  1. Michał w tych kilku zdaniach zawarles największe absurdy na które pozwolił sobie obecny prezydent. Pomimo że serce boli tę gorzką prawdę czyta się niezmiernie lekko. Potakując dodatkowo głową na potwierdzenie Twoich słów.

    Thumb up 0 Thumb down 0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.



- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -